żyrafa

USA 2005 |  USA 2006USA 2008 | USA 2009 | USA 2014


Od samolotu przez autobus, pociąg i samochód aż po metro….
…od 15 min do 12h w każdym…
…w sumie przeszło 40h w podróży…
….a wszystko to, aby dotrzeć do krainy w której „Zwykłe rzeczy nie dzieją się zbyt często” I spotkać a nawet zrobić fotkę z Samem – założycielem Odysei 🙂

 

Przeszło 900 drużyn, przeszło 19’000 małych i dużych Odyseuszy z wielu krajów, ze wszystkich kontynentów naszego globu na 5 dni stworzyło jedną wielką rodzinę – RODZINĘ ODYSEI UMYSŁU

Żadna chwila spędzona na Campusie nie była zmarnowana : spotykania na spontanach, na scenie, na imprezach, na basenie, podczas wymiany pinsów, koszulek i doświadczeń, zajadanie się PYSZNĄ Amerykańską pizzą, grając we freesbe z buddy teamem… cały czas… każdą sekundę spędzoną na Michigan State University zapamiętamy już NA ZAWSZE…

 

Niestety dwa tygodnie zleciały szybciej niż ktokolwiek by przypuszczał.. Ledwo przyzwyczailiśmy się że noc jest w ciągu dnia, a dzien w ciągu nocy a już czekaliśmy na samolot który miał nas przeprowadzić z krainy ZŁOTO-SREBRNYCH bajek to szarej rzeczywistości…

Ale to nie koniec.. w tym roku oprócz WSPOMNIEŃ pozostały nam jeszcze puchary i medale!!

„Na Światowych Finałach Odyseii Umysłu spędziłem wspaniały czas. Poznałem wielu fantastycznych ludzi, powymieniałem koszulki i piny, pośmiałem się z wielu różnych rzeczy. Przedstawienie i spontany poszły nam na tyle dobrze, że na ceremonię zamknięcia szedłem z wielkimi nadziejami. Kiedy w końcu przebrnęliśmy przez część oficjalną i doszliśmy do miejsc w pierwszej szóstce emocje sięgały zenitu. I tak po kolei: 6 miejsce(tutaj wielki szał), potem długa przerwa i 2(jeszcze większy szał), potem znowu 2(emocje i radość, bo w końcu koledzy z klasy), 1 miejsce(tu już nie pamiętam, po prostu euforia) i Bach! dochodzimy do „In 8 minutes around the world, division II the world champions is: … Alexander Graham Middle School, Charlotte, North Carolina… Karolina tutaj wielki smutek, nosy spuszczone i głosy z okoła” było super, po prostu nie zrozumieli”. I tu nagle „our another World Champions „In 8 minutes around the world” division II is: Osrodek Sichoedukasji Damb, Gdansk, Poland!!!! W tym momencie na chwile zapomniałem, co robię, świadomość odzyskałem gdzieś pod sceną skacząc jak wariat z radości. Jesteśmy mistrzami Świata!!! Po finałach czekała już na nas impreza dla uczestników wycieczka do „Wielkiego Jabłka” czyli NY city. Przeżyłem tam niezapomniane wrażenia chodząc po Times Square nocą, stojąc pod Statua wolności, zwiedzając Muzeum Historii Naturalnej, znane z filmu „Noc w muzeum” i czując klimat tego miasta. Z podróży Do Stanów wyniosłem wiele nowych doświadczeń i przyjaźni zagranicznych. Cudownie byłoby pojechać tam znowu.

J.

Zdecydowanie, był to wyjazd mojego życia. Bowiem atmosfera finałów Odysei Umysłu 2007 była niesamowita. W powietrzu czuło się radość, powiew przyjaźni. Wszyscy byli dla siebie mili(to można było zauważyć, nawet bez znajomości języka Yankesów). Nie było takiej stereotypowej rywalizacji z cyklu podkładanie komuś nogi, fair play zamieszkało w naszych sercach. Warunki na campusie zaspokajały potrzeby nawet najbardziej wygodnickich księżniczek na ziarnku grochu, technicznie rzecz biorąc. Kiedy weszło się na gigantyczny obiekt, w którym było zakończenie, wynik nie grał roli – widok zapierał dech w piersiach. Odyseusz 2007 to ktoś wyjątkowy Jasne, że tak! Ale i odyseusz 2008, 2009, 2015, 2049 tez będzie wyjątkowy! Dlatego, że Odyseja Umysłu to definicja słowa „wyjątkowa”. To jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

N.

Wyjazd w tym roku na finały był oszałamiający. Imponujące rozwiązania, szczególnie problemów technicznych.. I co najważniejsze – ceremonia zakończenia. Jak przyjemnie było patrzeć na ogólnie rozsianą radość na twarzach polskich medalistów i nie tylko. Przyjemnie też było samemu dźwigać puchar 🙂 Cóż, miło było kolejny raz pojechać do kraju ludzi grubych i grubszych i przesiąknąć zapachem Nowego Jorku. Integracja w samochodach, zabawy z krótkofalówką, trąbiący kierowcy tirów i wielkie łóżka w hotelach. Jak dwa tygodnie jakiejś bajki i to pięknej bajki…… bo bez szkoły 🙂

E.

To był wyjazd emocji i niezapomnianych wrażeń.
Poznaliśmy nowych ludzi, przeżyliśmy niezapomniane chwile z naszymi body teamami, żywiliśmy się w najlepszych fast foodach na świecie.
Bardzo podobało mi się to, że trawniki były czyste, i że mogłam się po nich tarzać, ciesząc się życiem. Podczas całego wyjazdu widziałam tylko jedno g. na chodniku.
Myślę, że każdy z nas wrócił do domu odmieniony. W USA mieliśmy dużo czasu, by poznać lepiej samych siebie, okazje, by nauczyć się samodzielności. Zdarzały się wpadki, czasami pojawiały się jakieś utrudnienia. Wtedy mogliśmy liczyć na pomoc przyjaciół.
Wyjazd na Światowe Finały był niesamowitym przeżyciem. Jestem pewna, że wspomnienia z konkursu będą towarzyszyć mi jeszcze przez długi, długi CZAS…
.

J.

Mój wyjazd do USA niewątpliwie pozwolił mi poznać Amerykę i Amerykanów od wielu stron. Wszystko zaczęło się od podróży, która trwała 36 albo 37 albo nawet 40 godzin (tego nikt z nas chyba do końca jeszcze nie wyliczył).Z całej podróży jednak najbardziej w pamięci zostało mi spanie pod wejściem do największego lotniska na świecie, szczególnie, że nikt nawet nie zwrócił nam za to uwagi. Po kilku godzinach wypoczynku nareszcie zmieniliśmy środek transportu i udaliśmy się w podróż autokarem z Chicago do East Lansing, gdzie odbywał się konkurs. Gdy zatrzymaliśmy się w restauracji typu Fast food, powitał nas zapach bekonu i jajka. Wtedy poczuliśmy, że w końcu jesteśmy w Stanach. Sam konkurs przebiegł bez zastrzeżeń, pracowaliśmy całe dnie i noce (a szczególnie noce), aby nasza scenografia wyglądała tak cudownie jak w Polsce. I udało się. Na sędziach jednak nie zrobiła większego wrażenia, co dało się poznać po dość niskiej punktacji i 15. punktach karnych. Mimo, że wiedzieliśmy, iż z takim wynikiem nie uda nam się wiele wywalczyć, nie przestawaliśmy się dobrze bawić, spędzając czas z nowo poznanymi Amerykanami. Na spontany udaliśmy się niezbyt pewni siebie, jednak zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby wypaść jak najlepiej. A już na ceremonii zamknięcie czekała na nas niewątpliwie miła niespodzianka- zajęliśmy drugie miejsce na świecie! Jak się później okazało, byliśmy nie do pobicia w zadaniach spontanicznych, pomimo, że kilku z nas (a przynajmniej ja) do tej pory nie wie, o co dokładnie w nich chodziło. Po wieczorze pełnym wrażeń, z pucharem w ręku i medalami na szyjach udaliśmy się do Chicago.
Zostaliśmy umiejscowieni w motelu, prowadzonym przez bosych Hindusów, umiejscowionym w pobliżu McDonalda i (całe szczęście) polskiego sklepu. Ogromne budynki zapierały nam dech w piersiach, fotografowaliśmy wszystko, co się dało. Przez cały tydzień udało nam się zrobić 2 340 zdjęć, poczuć zapach chyba wszystkich McDonaldów w Chicago, wypić hektolitry kawy w Starbucksach, posłuchać Gospel, poprzeglądać się w kropli rtęci, zrobić „salto” w parku, wypchać pluszowego misia, mieć dość amerykańskiego jedzenia (…)
Po dwóch tygodniach wróciliśmy do Polski, aby przez następne kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat wspominać wspólny wyjazd i dalej nie wierzyć w zajęte przez nas drugie miejsce.

D.

Nasz pierwszy pobyt w Stanach był niesamowity. Podróż była męcząca, ale warto było. Mieszkalimy w bardzo ładnym miasteczku akademickim East Lansing. Od rana do nocy ciężko pracowaliśmy składając naszą scenografię. Nie było to łatwe, przypominało układanie puzzli. Wreszcie, gdy scenografia została złozona nadszedł czas naszego przedstawienia, a później spontanów. Później gala zamknięcia i relaks w Nowym Yorku. No, może nie do końca relaks, bo zwiedzaliśmy całymi dniami. Generalnie zobaczyliśmy chyba wszystko, co mieliśmy w planach i było super. Cieszymy się ( z małymi wyjątkami, które też się cieszą w głębi serca chociaż tego nie okazują) z naszego miejsca i szykujemy się na następny rok

K!.

Gdyby ktoś mi powiedział, że cos związanego z Odyseją mnie jeszcze zadziwi to zwróciłbym mu niechybnie uwagę, jak bardzo się myli. Wyobraźcie sobie więc moje zdziwienie po przyjeździe na teren campusu, kiedy zobaczyłem tych wszystkich zwariowanych Amerykanów poubieranych w różnej maści czapeczki, koszulki, znaczki, czułki, miecze, flagi i okulary, żeby wyróżnić się z tłumu całej masy podobnie oryginalnie poubieranych cudaków. Każdy Odyseusz miał na sobie jakieś piny. Niektórzy mieli swoje bezpiecznie poprzyczepiane do jakiegoś ręczniczka albo klasera. O ilości ludzi zebranych na tych finałach świadczyć może chociażby łatwość w wymianie polskich pinów- większość Polaków miała bowiem po 10-20 blaszek, a i tak, mimo tej mnogości naszego „towaru” nie było problemu w wymianie znaczków, nawet w ostatnie dni. To samo dotyczy koszulek- miałem co prawda problem, któremu nie podołałem, żeby załatwić sobie koszulkę od Koreańczyka, bo w ogóle mnie nie rozumiał (ani on, ani jego trener), ale wracając z gali finałowej jakaś kobieta po ciemku, z daleka rozpoznała, że idę w koszulce DAMB-owej i dostałem od niej za nią fajową jaskrawo-pomarańczową koszulkę z Florydy, więc niech Korea żałuje . Ogólnie, całe Finały były bardzo ciekawe- dotychczas nie przypuszczałem, że aż tylu ludzi może aż tak fascynować się Odyseją. Dopiero w Stanach można naprawdę poczuć, że bierze się udział w programie międzynarodowym. No i można też poczuć ten klimat, smaczek, którego nie ma w Polsce, że- jeśli nie zabraknie nam zdolności, pomysłów i odrobiny szczęścia- będziemy najlepszymi na świecie

M.

Wyjazd z moją kochaną drużyną był super, extra, cudny, wyczepisty, zarąbisty i wogóle nie do opisania. Jeśli chodzi o miasta to najbardziej podobał mi się Nowy Jork, miasto pełne życia 24 na dobę! super klimat, ludzie mili, tolerancyjni o czym sie przekonały dwie osoby z naszej drużyny:D konkurs mój pierwszy, więc DUŻO do gadania nie mam XD ale napewno niesamowitym uczuciem jest siedzenie w ogromnej hali z ludźmi całego świata ze świadomością, że mimo iż jest to konkurs i rywalizujemy ze sobą, to życzymy sobie nawzajem jak najlepiej.
…”and I love our buddy team!” 🙂

O.

To już moje drugie Finały Światowe. Wszystko niby takie samo lecz jednak na początku nieśmiałe, nieodkryte, niezgłębione. One mają ten czar, który w miarę upływu czasu staje się coraz silniejszy. Poznajemy wielu ludzi, drużynę kumpelską, pomagamy innym zespołom, stajemy się częścią odysejowej, międzynarodowej społeczności.
Nasza przygoda rozpoczęła się od rozpakowania scenografii i sklecenia wszystkich rozebranych elementów oraz przygotowaniem naszych pojazdów. Udało nam się stworzyć pojazdy o różnych napędach, na sprężone powietrze, silnik elektryczny oraz wehikuł, który zadziwił sędziów amerykańskich i dostał nominację do nagrody Ranatra Fusca. Stworzyliśmy pojazd, który napędzany jest niepotrzebnymi, zużytymi napędami CD-ROM , które umieściliśmy w wewnętrznej przestrzeni starej szpuli po kablu. Na zewnątrz koła zamocowaliśmy przełączniki krańcowe, które odpowiednio sterują wysuwaniem i chowaniem tacek cd-romów.
Po przedstawieniu i zadaniu spontanicznym udaliśmy się na błogi odpoczynek. Basen, festyn kreatywności, przedstawienia innych drużyn działały na nas jak salon spa przed ostatecznym werdyktem sędziów na Gali Finałowej. Najpierw radość z 6 miejsca grupy wiekowej II w problemie „Mniej więcej opowieści”. Następnie srebrne medale drużyny z problemu 5 „Przecież to robię z myślą o tobie” oraz klasycznego w grupie wiekowej III „Mniej więcej opowieści”. No i w końcu…… złote medale. W momencie kulminacyjnym wszyscy trzymaliśmy się za ręce i czekaliśmy. Nagle! ” Division three Word champions and first place in „Tag’em” goes to Osrodek Psychoedukacji “Damb” Gdansk Poland”. Cały polski sektor oszalał w jednej sekundzie. Pierwsza drużyna z Polski jest mistrzem świata. Chwilę po tym okazało się, że „DAMB” jest podwójnym mistrzem z powodu grupy z problemu „Osiem minut dookoła świata”. Nie mogliśmy uwierzyć! Cztery drużyny z naszego ośrodka są na podium Mistrzostw Świata Odyseji Umysłu…